Wloczykij-Vagabond

Miejsca znane i nieznane

Garden Island Resort (Taveuni)

Na wyspie Taveuni jest kilkanaście hoteli lub resortów. Wiele z nich oferuje bardzo luksusowe zakwaterowania, ale ceny potrafią zwalić z nóg. Hotel Garden Island Resort ma kilka zalet – nie jest najdroższy, działa przy nim Dive Shop, ale ma także wiele wad – jest nie do końca czysto, pojawiają się karaluchy, za wszystko trzeba dodatkowo płacić (np. za internet). Tutaj także wyciągnięto mi pieniądze wprost z sejfu.

Informacje podstawowe:

  • Lokalizacja: Weiyevo Coasta Rd., Waiyevo, Taveuni, Fidżi;
  • Cena: Pokój 2-osoby ze śniadaniem – ok. 500 zł/dobę;
  • Dostępność: agoda.com

Zalety:

Hotel jest ładnie położony, dysponuje niezłą restauracją, niewielkim basenem i patio z leżakami. Przy hotelu jest maleńka plaża i można bezpiecznie pływać w morzu. Obsługa pomaga zorganizować wycieczki po wyspie, a współpracujący Dive Shop – nurkowanie lub snorkeling. Dostępna jest usługa dowozu na lotnisko (50 FJD, w obie strony).

Wady:

Niemal za wszystko trzeba dodatkowo płacić (internet – za dobę 8 FJD, śniadania gorące – od 11 do 15 FJD). Pokój nie był czysty (brudna podłoga), trafiają się karaluchy, nie działa telewizor. Uwaga na kradzieże. Najbliższa duża wioska to Somosomo (z bankiem i sklepami). Jest oddalona o 3,4 km od obiektu. Opis w agoda.com ma wiele niejasności i błędnych informacji.

Subiektywna ocena: NIE POLECAM

OPIS

Hotel wybudowano w latach ’70 XX w. Prawdopodobnie od tamtej pory niewiele się w nim zmieniło, co widać po niezbyt nowoczesnym wyposażeniu. Do dyspozycji gości jest 30 pokoi, wszystkie w podobnym standardzie, z oknami wychodzącymi na morze. Pokoje na parterze mają wyjście bezpośrednio na ogród, który w tym miejscu porasta trawa, palmy i inne drzewa. Pomiędzy pniami rozciągnięto hamaki. Trzeba jednak uważać na spadające kokosy i nietoperze, które w ciągu dnia mają w gałęziach „sypialnie”. Pokoje na piętrze mają niewielkie balkony z kompletem mebli wypoczynkowych.

Mój pokój nie był duży. W części sypialnej centralną część zajmowało duże, wygodne łóżko z czystą pościelą i dwoma rodzajami poduszek.

Mogłem skorzystać także z biurka, szafki na walizkę i dość osobliwej i niewygodnej sofy, która zabierała dużo przestrzeni.

W małym przedpokoju ustawiono szafę, w której dostępna była dodatkowa poduszka i sejf.

Prócz tego w zabudowanym regaliku ustawiono zestaw do robienia kawy i herbaty oraz lodówkę. Minibarek oraz darmowa butelkowana woda nie były dostępne, co jest standardem w trzygwiazdkowych hotelach.

Łazienka była duża, ale to tutaj pojawił się karaluch. Wyposażenie obejmowało toaletę, prysznic, umywalkę z blatem. Do dyspozycji były podstawowe kosmetyki i dwa ręczniki jednej wielkości.

Największym atutem hotelu jest jego położenie – nad samym morzem, w spokojnej okolicy. Od frontu znajduje się bardzo ładny i zadbany ogród.

Jedną z części ogrodu zaadaptowano na małe boisko do siatkówki. Tuż za nim znajduje się Dive Shop (czynny od 7:00 do 12:00), z którym można zorganizować nurkowanie lub snorkeling. O szczegółach i cenach można przeczytać w osobnym tekście „Fidżi Praktycznie”.

Hotel dysponuje także barem i restauracją. W restauracji w godz. 7:00 – 10:00 serwowane są śniadania. Te opłacone w ramach usługi noclegu są bardzo, bardzo skromne. Składają się na nie owoce sezonowe, muffiny i płatki z mlekiem. Do tego darmowa jest kawa, herbata i soki. Jeśli ktoś ma ochotę zjeść coś więcej – musi za to dodatkowo zapłacić. Wybrać można m.in. jajecznicę i pancake. Ceny zaczynają się od 11 FJD. W godzinach od 15 do 16 dostępne są darmowe gorące napoje i ciasto. Od 19 serwowana jest kolacja (zestaw składający się z dwóch dań, bez napojów kosztuje 38 FJD).

Tuż przy barze znajduje się niewielki taras z basenem.

Przy recepcji działa z kolei niewielki i bardzo drogi sklepik z pamiątkami.

O tym, jak zostałem okradziony

Na swoje wyjazdów przeważnie zabieram wymienialną gotówkę. Tak było i tym razem. Zawsze trzymam ją rozłożoną w kilku miejscach, nawet jeśli w pokoju jest sejf. Tym razem się trochę zapomniałem i większość pieniędzy (w tym waluty obce i lokalne) schowałem razem z dokumentami w sejfie. Nie leżały jednak na wierzchu tylko między dokumentami w koszulce, dodatkowo wszystko było schowane w specjalnej saszetce.

Do kradzieży doszło najprawdopodobniej pierwszego wieczoru, kiedy zszedłem na kolację. Nie było mnie w pokoju ok. godzinę. Kiedy następnego dnia zajrzałem do sejfu nie zwróciłem uwagi, aby coś się zmieniło. Dopiero przy liczeniu gotówki okazało się, że brakuje dwóch banknotów (przy czym jednego na tyle charakterystycznego, że rzuciło się to w oczy od razu – 100 FJD – miałem tylko takie dwa i w dodatku miały jaskrawożółty kolor).

Zwróciłem się z tym do recepcji i poprosiłem, aby podczas mojej nieobecności (wybierałem się na wycieczkę) zwrócono do sejfu pieniądze. W przeciwnym razie trzeba będzie wezwać policję, opiszę to także w komentarzu u pośrednika, u którego zrobiłem rezerwację. Zjawiła się menadżerka hotelu, która próbowała mnie ułagodzić, opowiedziała historię, że już kiedyś podobną sytuację miała i potem się okazało, że tej osobie coś się pomyliło. Nie dawałem za wygraną. Wtedy dowiedziałem się, że w takim razie trzeba wezwać policję, która będzie musiała przeszukać mój pokój. Tym samym zasugerowano, że nie wiadomo co może się znaleźć. Postawiłem w związku z tym sprawę jasno: po moim powrocie pieniądze mają wrócić na miejsce, albo rzeczywiście trzeba będzie wezwać policję.

Kiedy zjawiłem się w hotelu z powrotem – mój pokój nie został dotąd sprzątnięty – żeby „nie zacierać śladów”. Pieniądze nie wróciły, a mnie kolejny raz zasugerowano, że wzywanie policji nie jest dobrym pomysłem. W związku z tym postanowiłem się poddać. Wolałem bowiem mieć święty spokój niż narobić sobie dodatkowych kłopotów za 150 USD (bo tyle dokładnie zginęło – 100 USD i 100 FJD). Zaproponowano mi za to kolację na koszt hotelu.

Na koniec wyjazdu pożegnano mnie z wielką pompą: odśpiewano piosenkę, wyszła niemal cała obsługa. Niesmak jednak pozostał.

Please follow and like us:

Next Post

Previous Post

Leave a Reply

© 2020 Wloczykij-Vagabond

Theme by Anders Norén