Wloczykij-Vagabond

Miejsca znane i nieznane

Fiji Airways

Jak lecieć na Fidżi, to tylko narodowym przewoźnikiem. Podczas swojej podróży skorzystałem zarówno z lotów międzynarodowych (z San Francisco do Nadi i z powrotem), jak i kilku tras krajowych.

Kilka słów o historii linii

Historia Fiji Airways sięga 1947 r. Wtedy australijski nawigator Harold Gatty przeniósł się na Fidżi i powołał linię jako Katafaga Estate. Wcześniej założył farmę kokosową na wschodniej grupie wysp. W 1951 r. Gatty nadał kierowanemu przez siebie przewoźnikowi obecną nazwę.

Rządy Australijczyka nie trwały długo. Zmarł on w 1957 r., a wtedy większość udziałów w Fiji Airways przejął Qantas. Pojawił się pomysł, aby pod egidą narodowych linii z Antypodów, w kooperatywie z kilkoma rządami państw Oceanii oraz British Overseas Airways Corporation (później przemianowanych na coś co już nam bliższe – a więc British Airways) stworzyć regionalną linię, która obsługiwałaby ruch pasażerski w tym regionie świata. Pomysł niestety nie wypalił. Stało się tak przede wszystkim ze względu na uzyskanie niepodległości przez Fidżi w 1970 r. Zaraz potem rząd zaczął stopniowo skupować udziały w linii, aż do uzyskania pakietu kontrolnego. Następnie zmienił też nazwę na Air Pacific. Regionalne ambicje pogrążył ostatecznie kryzys paliwowy w 1973 r.

W latach ’90 linia przeniosła swoją siedzibę ze stołecznej Suvy do nadmorskiego i bardziej turystycznego Nadi. Tam wybudowano także międzynarodowe lotnisko z prawdziwego zdarzenia i duże centrum serwisowe. W końcu, w 2007 r. przewoźnik nabył mniejszą linię regionalną – Sun Air – która została wkrótce przekształcona w Fiji Link i skoncentrowana na obsłudze tras krajowych.

Jak to wygląda obecnie

Powrót do pierwszej nazwy – Fiji Airways – nastąpił w 2012 r. Pakiet kontrolny nadal posiada fidżyjski rząd (51 proc.). Drugim dużym udziałowcem pozostał australijski Qantas (46 proc.). Pozostałe 2 proc. udziałów jest rozproszonych w państwach Oceanii – m.in. Tonga, Wyspach Salomona, Nauru.

Przewoźnik dysponuje niewielką flotą, na którą składają się szerokokadłubowe, dalekodystansowe airbusy A330 i A350 oraz mniejsze boeingi 737-800. Linia posiada obecnie 2 szt. słynnych MAX-ów (z 5 zamówionych), które podobnie jak inne samoloty tego modelu, stoją uziemione od blisko roku.

Dodatkowo, Fiji Link operuje na 6 maszynach turbośmigłowych: 3 ATR-ach (w wersji 42 i 72) oraz maleńkich, 18-miejscowych Viking-Airach DHC-Twin Otter. ATR-y latają nie tylko na trasach krajowych, ale także regionalnych – m.in. na Tuvalu czy Vanuatu.

Jak kupiłem bilety

Bilety można kupić na trzy sposoby: bezpośrednio na stronie przewoźnika (tak kupowałem bilety na trasy krajowe), przez pośredników (tak kupiłem bilet na trasę San Francisco-Nadi) lub na miejscu w przedstawicielstwach linii.

Zakup biletów on-line na stronie linii jest prosty i niemal intuicyjny. Nawet na trasy krajowe trzeba podać nr paszportu i datę urodzenia podróżnego. Można także od razu za darmo wybrać miejsca w samolocie (tylko w ATR-ach). Bagaż rejestrowany do 15 kg jest w cenie.

ATR 42-600

Bilet na połączenie z USA na Fidżi (oczywiście w tą i z powrotem) kupowałem w serwisie mytrip.com. Tam średnia cena była ok. 400 zł niższa niż bezpośrednio na stronie Fiji Airways czy u innych sprzedawców. Zapłaciłem za pośrednictwem Dotpay (uzyskując dodatkową zniżkę). Warto było sprawdzać ceny co jakiś czas i czyścić pliki cookie oraz historię przeglądania. Cena wahała się od 2800 do 3400 zł. Ostatecznie kupiłem bilety za 2862 zł.

Jak w wielu przypadkach zakupu u pośrednika, trzeba uważać aby nie nabyć dodatkowych usług. Po otrzymaniu PNR i/lub nr biletu elektronicznego można samemu znacznie taniej lub bezpłatnie edytować rezerwację. Pośrednik proponuje np. zakup posiłku specjalnego – na stronie Fiji Airways zrobimy to za darmo. Rezerwacja określonego fotela jest płatna do momentu odprawy. Podczas check-inu można wybrać niektóre miejsca za darmo, za niektóre trzeba będzie zapłacić. W cenie biletu na lot międzynarodowy nadajemy bagaż rejestrowany do 23 kg.

Jak się odprawiłem

Żeby zarezerwować sobie odpowiednie miejsce postanowiłem dokonać odprawy najwcześniej jak to możliwe. Fiji Airways otwiera check-in 24 godziny przed godziną odlotu (w czasie lokalnym) i można to zrobić przez całkiem wygodną aplikację. Podczas tego procesu możemy wybierać z puli foteli bezpłatnych i płatnych.

Ze względu na potrzebę nadania bagażu rejestrowanego i tak musiałem stawić się przy stanowisku odpraw. Na rejsy międzynarodowe są one otwierane na 3 godziny przed odlotem. Tak stało się w San Francisco. W Nadi odprawa była możliwa nawet wcześniej – na ok. 5 godzin przed startem otwarto jedno stanowisko tzw. „Early bird check-in”. Skorzystanie z tej funkcjonalności nic nie kosztuje.

Standardowo podczas odprawy na rejsy do USA przechodzi się dodatkowy wywiad. Pytania są standardowe: o cel podróży, o odwiedzone wcześniej kraje (wtedy pytano przede wszystkim o wizytę w Chinach w ciągu ostatnich 14 dni), o zakwaterowanie na terenie USA. Agent przy odprawie miał pewien problem z tym ostatnim, bo w San Francisco spędzałem ledwie 9 godzin i nie miałem tak hotelu. W końcu udało się wypełnić formularz, ale musiałem pokazać wydrukowany bilet na trasę z Ameryki do Europy.

Jak wyglądał przelot międzykontynentalny

Boarding na oba loty zaczął się niemal punktualnie. Trochę opóźnienia było przy rejsie z Nadi do San Francisco, ale nie wpłynęło to na przylot do USA. Fiji Airways postanowiły wykorzystać dwa najbardziej charakterystyczne dla narodowej kultury sformułowania: „Bula” – co może oznaczać niemal wszystko (od dzień dobry po dziękuję) oraz „Enjoy Fiji Time”. Oba stały się sloganami przewoźnika i są eksponowane na każdym kroku podróży (nawet w komunikatach głosowych na pokładzie).

Z San Francisco leciałem airbusem A330-200 o znakach rejestracyjnych DQ-FJV. Może on zabrać na pokład 251 osób: 18 w klasie biznes i 233 w ekonomicznej. Tego dnia na pokładzie nie było kompletu pasażerów i wiele miejsc było wolnych. Także i fotel koło mnie był pusty, dzięki czemu mogłem w miarę wygodnie przespać całą noc, a byłem już po 16-godzinnym przelocie z Europy i 6-godzinnym oczekiwaniu w USA.

Airbus A330-200 po wylądowaniu w Nadi

Wszyscy pasażerowie otrzymali poduszki, kocyki (z charakterystycznymi wzorami fidżyjskimi i w różowej kolorystyce) oraz słuchawki. Wszystko to było w bardzo dobrym jak na klasę ekonomiczną standardzie: gruba i miękka poduszka miała porządną materiałową poszewkę, kocyk był bardzo duży (można się było spokojnie owinąć), słuchawki były także lepsze niż przeciętnie (przede wszystkim nie jednorazowe).

Niedługo po starcie (ok. 1,5 godziny) podano pierwszy posiłek. Jeszcze przed wylotem wybrałem opcję wegetariańską. Na kolację dostałem w związku z tym makaron z sosem pomidorowym i zieloną fasolką. Do tego krakersy, ser żółty i batonik Kit Kat. Ponieważ specjalne dania rozdawano przed rozpoczęciem serwisu dla reszty pasażerów, także od razu podano mi jeden napój – był to sok pomarańczowy. Potem jeszcze raz proponowano coś do picia z szerokiego wyboru napojów alkoholowych i bezalkoholowych, a podczas sprzątania tacek – mogłem poprosić jeszcze o kawę lub herbatę. Przed wygaszeniem światła w kabinie rozdawano jeszcze butelkowaną wodę.

Podczas całego rejsu załoga wielokrotnie przechodziła z napojami bezalkoholowymi. Mały bufet dostępny był także w kuchniach.

Na ok. dwie godziny przed lądowaniem podano ciepłe śniadanie. Jako danie główne otrzymałem owsiankę, granolę z ziarnami i karmelizowanymi owocami. Do tego podano muffinkę owocową i sałatkę ze świeżych owoców. Od razu dostałem także sok pomarańczowy. Potem mogłem jeszcze poprosić o inne napoje bezalkoholowe zimne lub coś ciepłego – kawę lub herbatę.

Lot powrotny realizował aibrus A330-300 z 313 fotelami (24 w biznesie i 289 w ekonomicznej). Także i na tym rejsie wiele miejsc nie było zajętych i siedzenie koło mnie było wolne – także i ten przelot był zatem bardzo wygodny i ponad 10-godzinny rejs mogłem wygodnie przespać. Co ciekawe, przelot przez międzynarodową linię daty zmiany w podróży z zachodu na wschód wiąże się z „cofnięciem się w czasie” (wyleciałem w sobotę o godz. 22:00, przyleciałem w sobotę o godz. 12:45). W tamtą stronę straciłem z kolei jeden dzień (wyleciałem wieczorem w czwartek, przyleciałem nad ranem w sobotę).

Po starcie zaserwowano kolację. Składało się na nią niezbyt dobre curry warzywne (de facto same ziemniaki), z ryżem i ostro przyrządzonym sosem pomidorowym. Do tego podano sałatkę z kukurydzy i czerwonej fasoli oraz sałatkę ze świeżych owoców. Do picia dostępne były napoje bezalkoholowe (soki, woda) oraz alkoholowe (fidżyjskie piwo, wino białe i czerwone, można było poprosić też o mocniejszego drinka).

Przed lądowaniem podawano śniadanie. W menu wegańskim znalazła się babka ziemniaczana z groszkiem i kukurydzą oraz potrawką z pomidorów i bakłażana. Do tego sałatka ze świeżych owoców i mała butelka wody.

Jak wyglądał przelot krajowy

Odbyłem przeloty krajowe wszystkimi typami samolotów, jakie operują dla Fiji Link. Najbardziej interesujące się maleńkie Viking Airy DHC-6 Twin Otter. Zabierają na pokład 18 pasażerów i kursują między mniejszymi wyspami (ja leciałem nimi między Nadi i Taveuni oraz Taveuni a Suvą).

Viking Air DHC-6 Twin Otter

Viking Airy latają na dość niskich wysokościach przelotowych (ok. 7 tys. m) więc gwarantowane są wspaniałe widoki, ale też inne ciekawe przeżycia – np. lot w chmurze w ulewnym deszczu (nawet nie wyobrażacie sobie jaki jest wtedy hałas). Co ciekawe, przed wejściem na pokład każdy pasażer przechodzi… ważenie: trzeba stanąć na wadze razem ze swoim bagażem podręcznym. Ten można na pokład wnieść tylko w sytuacji, gdy nie ma kompletu pasażerów. Jeśli wszystkie miejsca są zajęte – wszystkie plecaki i inne drobiazgi osobiste oddaje się przed wejściem i odbiera po przylocie.

W najmniejszych samolotach znajduje się 3 fotele w rzędzie, a obsługa wyznacza konkretny fotel – co wiąże się z prawidłowym i równomiernym wyważeniem maszyny. Ciekawe jest także obserwowanie pracy pilotów, gdyż ich kabina nie jest wyraźnie wydzielona i można patrzyć im na ręce oraz część wskaźników. Nie ma także tradycyjnego personelu kabinowego, a pasażerów wita pierwszy oficer, który także wygłasza instrukcję bezpieczeństwa. Serwis pokładowy nie jest prowadzony.

Wnętrze samolotu Viking Air

Podróże ATR-ami wyglądają zupełnie „zwyczajnie”. Obsługa kabinowa serwuje podczas takich rejsów wodę. Ciekawostką w tym przypadku było z kolei to, że kupiłem bilet z Suvy do Nadi (w linii prostej ok. 180 km) przez Labasę. Musiałem zatem na chwilę opuścić wyspę Viti Levu i polecieć na Vanua Levu, po czym wrócić na Viti Levu. To generalnie wywołało wesołość obsługi, ale bilet na przelot z przesiadką był dwa razy tańszy, a czas przelotu tylko 45 min. dłuższy. Tutaj wydarzyła się jednak sytuacja zabawna, bo mimo że obiecywano mi przetransferować bagaż, tak się nie stało i wylądował on na wózku z całą resztą do odbioru. Na szczęście zorientowałem się, przejąłem walizkę i przekazałem obsłudze.

Moja subiektywna ocena

Fiji Airways mają wiele pozytywnych cech. Przede wszystkim samoloty na rejsach długodystansowych miały taki układ foteli, który dawał dużo miejsca na nogi. Na wyróżnienie zasługuje też bardzo rozbudowany system rozrywki pokładowej z dużym wyborem filmów, także najnowszej produkcji. Bardzo dobre wrażenie zrobiły na mnie załogi kabinowe. Wysokiej jakości były także koce, poduszki i słuchawki.

To, co absolutnie rozczarowuje to jedzenie. Widać także, że na oba przeloty dostarczane było przez odmienne firmy kateringowe. O ile na locie z USA do Nadi posiłki były zupełnie znośne, chociaż nieco pozbawione smaku, o tyle z Fidżi do San Francisco dania były nie tylko nieapetycznie podane, ale także przede wszystkim niejadalne. Zwłaszcza śniadanie było obrzydliwe. Dużo lepiej wyglądał wybór napojów.

Odprawa w terminalu krajowym w Nadi

Niezwykłe z kolei były rejsy na trasach krajowych. Przypominały one niemal loty widokowe niż zwykłe rejsowe. Widoki były olśniewające, a oryginalne zasady pokładowania (z ważeniem pasażerów) dodawały niezwykłego kolorytu podróży. Niesamowite było także lotnisko w Matei na wyspie Taveuni, które bardziej przypominało niewielki baraczek z niewielką poczekalnią z drewnianymi ławkami pozbijanymi z desek. Tutaj nie przeprowadzano żadnych kontroli bezpieczeństwa, panował swoisty bałagan (np. z transferowaniem bagażu), a idea „Enjoy Fiji Time” objawiała się w pełnej krasie: wszystko przebiegało w spokoju, bez nerwów, nieśpiesznie…

Lotnisko w Matei na Taveuni
Please follow and like us:

Next Post

Previous Post

Leave a Reply

© 2020 Wloczykij-Vagabond

Theme by Anders Norén