Wloczykij-Vagabond

Miejsca znane i nieznane

LOT-em po kraju w dobie koronawirusa

PLL LOT wznowił swoje połączenia krajowe 1 czerwca. Z Warszawy latać można do Gdańska, Krakowa, Poznania, Rzeszowa, Szczecina, Wrocławia i Zielonej Góry oraz między Gdańskiem a Krakowem. 20 dni później wprowadzono także bezpośrednie rejsy z Balic do Szyman (Olsztyn-Mazury) i z Rzeszowa do Gdańska.

W podróż z Gdańska do Warszawy i z powrotem udałem się w ostatnim okresie obowiązywania części restrykcji (jak np. dostępność tylko połowy miejsc w samolocie), które stopniowo mają być łagodzone już od 1 lipca.

Puste lotniska

Z polskich lotnisk wykonywanych jest póki co niewiele lotów. Poza LOT-em wybrane trasy wznowili m.in. Wizz Air, KLM, Air France i Lufthansa. Od początku lipca połączeń będzie przybywało: wróci Ryanair, potem także Emirates i Qatar. Niemniej jak na razie terminale świecą pustkami, a na Lotnisku Chopina dodatkowo jest mrocznie: światła ze względu na oszczędność słusznie przygaszono. Panuje jednak dziwnie upiorna atmosfera.

Lotnisko Chopina z krótką listą odlotów

Przewoźnicy zalecają przybycie na lotniska z odpowiednim wyprzedzeniem. Postanowiłem utrzymać umowne dwie godziny i było to trochę za dużo. Zwłaszcza Gdańsku wszystkie procedury przeszły szybko, a w zasadzie w ogóle ich nie było. Przed wejściem nie sprawdzano temperatury ani kart pokładowych. Wszystkie inne formalności (jak kontrola bezpieczeństwa) odbywały się w standardowym trybie. Ważne jedynie było zachowanie dystansu.

Terminal lotniska w Gdańsku

Dużo więcej problemów było w Warszawie na Lotnisku Chopina. Tutaj mam także zdecydowanie najwięcej zastrzeżeń jeśli chodzi o organizację. Do portu dostałem się SKM. Przy wyjściu ze stacji okazało się, że bezpośrednie wejście do terminala jest zamknięte.

Przejście z peronu SKM do terminalu

Traf chciał, że akurat rozpoczęła się ulewa. Nie padało jeszcze bardzo, ale 5 minut później nastąpiło urwanie chmury. Nie zazdroszczę wtedy pasażerom, którzy z przystanku kolejowego musieli wyjść na otwartą przestrzeń i schodami dostać się na najwyższy i najsłabiej osłonięty poziom odlotów. Próbowałem się dostać do terminala z zadaszonego piętra przylotów (jest tam jedno wejście oznaczone jako dla personelu), ale absolutnie nie chciano zrobić wyjątku.

Dopiero po przechadzce w narastającym deszczu dostałem się do drzwi terminala odlotowego. Tutaj skontrolowano moją kartę pokładową i zmierzono temperaturę. Na chodnikach nalepiono specjalne naklejki informujące o potrzebie zachowania 1,5-metrowego dystansu społecznego.

Wejście do terminalu odlotów na Lotnisku Chopina

Warto pamiętać, aby zawczasu się odprawić (np. przez aplikację lub stronę internetową) i wydrukować lub pobrać na urządzenie mobilne kartę pokładową. Jeśli nie chcemy lub z jakiegoś powodu nie możemy tego zrobić, trzeba mieć potwierdzenie podróży w danym dniu. Samej odprawy czy nadania bagażu na lotnisku można dokonać bez przeszkód, jest to jednak niezalecane ze względu na potrzebę ograniczania kontaktów międzyludzkich. Sam postanowiłem w locie do Gdańska nadać bagaż – bo był dość ciężki.

Na warszawskim Okęciu pasażerowie statusowi mogą skorzystać z salonu biznesowego LOT-u. „Polonez” mieści się na antresoli terminala w części odlotów do strefy Schengen. W okresie pandemii funkcjonuje od godz. 7:00 do 17:00. Dostępna oferta jedzenia i napojów jest teraz bardzo ograniczona. Nie ma dań ciepłych, a jedynie przekąski i kanapki. Można także napić się kawy z ekspresu czy skorzystać ze skromnego wyboru alkoholi.

Napoje w salonie biznesowym „Polonez”

Boarding (be)z zachowaniem dystansu

W Gdańsku pokładowanie rzeczywiście odbyło się zgodnie z zasadami zachowania dystansu społecznego. Pasażerowie byli wywoływani rzędami, do samolotu z terminalu przechodziliśmy przez rękaw. Podobnie było podczas opuszczania pokładu na lotnisku im. L. Wałęsy. Generalnie wszyscy byli bardzo zdyscyplinowani.

Dużo gorzej sprawa wyglądała w Warszawie. Do i z samolotu podróżnych woziły autobusy. Mimo, iż podstawiano auta mogące przewieźć jednorazowo 40 osób, czyli powyżej dopuszczalnego limitu pasażerów dla samolotu, jakim realizowane były rejsy (w przypadku embraerów E170 mogło być zajętych 35 foteli), jednak o zachowaniu wymaganych odległości między ludźmi trudno w takiej sytuacji mówić. Na Lotnisku Chopina boarding przeprowadzony był bez większego porządku, mimo deklaracji w komunikacie słownym o utrzymywaniu dystansu i podchodzeniu zgodnie z numeracją rzędów. Obsługa nie zwracała także szczególnej uwagi jak pasażerowie noszą maseczki.

Po przylocie do Warszawy

Na lot ze stolicy na Pomorze autobus zapełnił się pasażerami szybko. Po tym, jak podjechał pod samolot musieliśmy czekać dobre 10 min., aż pozwolono na wejście na pokład. Samo wchodzenie odbywało się w strugach deszczu. Znów nasuwa się pytanie: dlaczego w takiej sytuacji nie starano się lepiej zadbać o komfort pasażerów?

Drożdżówka na pokładzie

Na pokładzie połowa miejsc musiała pozostać wolna, a pasażerów usadzono według tzw. szachownicy. Już od 1 lipca obostrzenie to zostanie zniesione. Znów w praktyce okazało się, że przepis ten jest nie do końca egzekwowany, tym razem przez samych podróżnych, którzy mimo wyznaczonych miejsc np. przy przejściu przesiadali się pod okno. Personel pokładowy nie reagował.

Usadzenie „na szachownicę”

Na pustych fotelach zostawiono karteczki informujące, że siedzenia zostały zdezynfekowane.

Podczas rejsów krajowych – nawet tych trwających 40 min. – przewidziano pierwszy raz od lat większy serwis pokładowy. Najpierw rozdano chusteczki do dezynfekcji rąk. Potem podawana była butelkowana woda i smaczna drożdżówka z jabłkami. Odkąd latam LOT-em (czyli od dobrych 12 lat), na krajówkach nigdy nie było jedzenia, a serwowano jedynie wafelki.

Serwis pokładowy

Traf chciał, że podczas mojego rejsu z Warszawy do Gdańska w samolocie zepsuła się toaleta. To kolejne zaskoczenie, że trafiła się maszyna z usterką, mimo że ponad 90 proc. floty LOT-u stoi uziemione. Odlot opóźnił się przez to o 15 min. Kiedy pasażerowie zajęli już miejsca, pracownicy techniczni biegali ze śrubokrętami między przednią i tylną toaletą. Co ciekawe: żaden z nich nie miał maseczki.

Co dalej?

Zasadniczo otwartym pozostaje pytanie: jak powinny wyglądać podróże w dobie koronawirusa. Wydaje się, że trzeba na to spojrzeć z dwóch perspektyw. Po pierwsze pasażerów, czyli nas. To bowiem od nas zależy, na ile jesteśmy w stanie odpowiedzialnie podróżować. Czy potrafimy trzymać dyscyplinę dotyczącą dystansu społecznego, czy poprawnie nosimy maseczki, czy szanujemy zasady, które zapewniają bezpieczeństwo.

Druga perspektywa dotyczy organizatora transportu. Tutaj zaliczyłbym zarówno załogi pokładowe, jak i obsługi na lotniskach. To oni powinni konsekwentnie i z całą stanowczością zwracać uwagę na zachowania podróżnych, powinni dbać o przestrzenie reguł, sami dając siebie za przykład. Niedopuszczalne jest zatem zachowanie pracownika technicznego, który przechadza się po samolocie pełnym pasażerów bez zakrytych ust i nosa.

W tym kontekście, warto także pomyśleć nad kilkoma zmianami. Dotyczy to przede wszystkim Lotniska Chopina. Po pierwsze: wejście do terminalu powinno być możliwe także od strony stacji kolejowej, aby pasażerowie nie musieli biegać po całym lotnisku. To nie jest ani wygodne, ani szczególnie higieniczne. Po drugie – jaki jest sens dystansu społecznego, skoro samoloty nie korzystają z rękawów, a pasażerowie wożeni są autobusami? To także niepraktyczne – zwłaszcza w przypadku złej pogody. Parasole dostępne przed autobusem (rozwiązanie takie stosowało przed pandemią wiele linii) nie wchodzą w grę z wiadomych względów. Nie każdy z kolei zabiera do bagażu podręcznego jakąś osłonę przed deszczem. Poza tym każdy dodatkowy kontakt z powierzchnią przedmiotów, które potem trafiają na półki samolotów także zwiększa niepotrzebnie ryzyko. Najlepsze w tej sytuacji jest korzystanie z rękawów.

Czas także przemyśleć reguły boardingu według numeracji rzędów – takie reguły mają sens tylko w określonych przypadkach. Inaczej stają się pustosłowiem, pojawia się przyzwolenie do ich łamania, a co za tym idzie – uczy się złych nawyków.

Od lipca ruch w portach lotniczych będzie się wzmagał. W zamyśle w czerwcu chciano przetestować pewne rozwiązania. Jak wynika z mojej relacji – nie wszystkie się stosowane, nie wszystkie mają sens. Prawdopodobnie jednak nie czeka nas specjalny boom na podróże, gdyż odbudowa zaufania do podróży wymagać może długiego czasu. W początkowej fazie zapotrzebowanie będzie dużo mniejsze. Dodatkowo stan epidemii różni się zależnie od kraju, tak samo jak obostrzenia, które każde państwo reguluje we własnym zakresie. Wydaje się zatem, że nie grożą nam zatory na lotniskach.

Co do ryzyka podróżowania, to to zależy przede wszystkim od nas samych. Dlatego stosujmy się zatem do zaleceń i nie ignorujmy noszenia maseczek. Myjmy i dezynfekujmy ręce. Trzymajmy dystans społeczny. W takich sytuacjach, jak podróż, odpowiedzialni jesteśmy nie tylko za siebie, ale także za współpasażerów.

Please follow and like us:

Next Post

Previous Post

Leave a Reply

© 2020 Wloczykij-Vagabond

Theme by Anders Norén