Wloczykij-Vagabond

Miejsca znane i nieznane

Wyspy Kanaryjskie w czasie pandemii

W tym wpisie postaram się przekazać garść podstawowych porad i refleksji po mojej pierwszej zagranicznej podróży po lock-downie i podczas ciągle trwającej pandemii. Mimo wielu wątpliwości i przeciwieństw, ostatecznie wyjazd doszedł do skutki i pojechałem na cudowne Wyspy Kanaryjskie. I wiecie co? Było nie tylko pięknie, ale także nadzwyczaj spokojnie i tanio. Co więcej – czułem się bezpieczniej niż na wybrzeżu w Polsce, z którego obrazki przez ostatnie dni tak szeroko komentowane były w internecie. Tym bardziej, że w regionie autonomicznym Kanarów w ujęciu tygodniowym było mniej wykrytych przypadków niż np. w niedzielę 16 sierpnia w całej Polsce.

Muszę być jednak sprawiedliwy i przyznać, że nie wszystko było tak jakbym chciał. Ale od samego początku nastawiałem się na generalny spontan, byłem świadomy, że zmian może być dużo. Dlatego nie dostałem się na wyspę El Hierro, zamiast tego zadowoliłem się La Palmą (co w sumie okazało się nie takie złe). Udało się za to dotrzeć na La Graciosę, mimo pierwszych wątpliwości.

Ale teraz – na szybko – w kilku punktach opowiem, jak przebiegła cała podróż.

1. Bilety z Polski na Wyspy Kanaryjskie kupowałem na ok. miesiąc przed planowanym wylotem. Większość linii oferuje obecnie możliwość bezpłatnych zmian (trzeba wtedy ewentualnie dopłacić różnicę w cenie). To okazało się przydatne, bo musiałem zmienić termin podróży. Miałem najpierw lecieć LOT-em do Madrytu. W dniu wylotu okazało się jednak, ze dwa samoloty z Gdańska do Warszawy uległy awarii (!), w związku z tym zaproponowano mi przelot Lufthansą. Bałem się czy zdążę się przesiąść na lotnisku Barajas, bo nie wiedziałem ile potrwają procedury sanitarne oraz odbiór bagażu. Okazało się, że dwie godziny w zupełności wystarczyły. Z Madrytu leciałem (uwaga: piekło zamarzło) – Ryanairem na Gran Canarię, a potem wracałem z Lanzarote.

Na pokładzie Ryanaira z Madrytu na Gran Canarię

2. Miałem zarezerwowany tylko pierwszy hotel w Playa del Ingles. Dokonałem tego wtedy, kiedy wiedziałem, że na pewno pojadę, a więc na dzień przed wylotem. Udało się uzyskać bardzo dobrą cenę, chociaż w podstawowej i bezzwrotnej opcji. Tak czy siak, wyszło nie tylko dużo taniej, ale także udało się złapać hotel, który zwykle jest bardzo drogi i zajęty (AxelBeach Maspalomas).

Hotel H10 Tiburiente Praya na La Palmie

3. Na dwa dni przed wyjazdem zarejestrowałem się w aplikacji Spain Travel Health. Potrzebowałem do tego podstawowych danych na temat mojego przelotu do Hiszpanii (m.in. numerów rejsu, miejsca w samolocie) oraz miejsca pobytu. Szczegóły procesu przedstawię w osobnym tekście, ale tutaj tylko zaznaczę, że sama rejestracja jest prosta. Na dobrą sprawę nie trzeba znać nawet miejsca swojego pobytu – wystarczy wpisać cokolwiek, wymagane jest tylko wpisanie miasta i regionu. Potem jednak nikt tego nie weryfikuje. Podobnie jest z danymi dotyczącymi lotu. Ponieważ moje plany zmieniły się ze względu na wspominane problemy techniczne w LOT, po przebookowaniu na Lufthansę na kilka godzin przed przybyciem do Madrytu zarejestrowałem się ponownie w systemie z podaniem nowych szczegółów. Kod QR wprawdzie nie został wysłany do aplikacji, ale dotarł mailem. Od obsługi na lotnisku w Polsce dowiedziałem się z kolei, że wcale to nie jest konieczne, bo na miejscu i tak nie jest to zbyt rygorystycznie weryfikowane.

Aplikacja SpTH

4. Podróżni zagraniczni po przylocie do Hiszpanii kierowani są do dodatkowej kontroli sanitarnej. Obsługa kieruje do osobnych przejść, gdzie najpierw skanowane są kody QR, a potem przechodzi się przez specjalne bramki z pomiarem temperatury. W Madrycie nie było kolejek, wszystko przebiegło „w ruchu”.

5. Już na miejscu dokonywałem pozostałych rezerwacji zwykle z dnia na dzień. Dotyczyło to zarówno hoteli, promu na La Graciosę jak i samolotów, którymi przemieszczałem się między wyspami. W przypadku podróży lotniczych bilety są nieco droższe niż kupowane z większym wyprzedzeniem, jednak da się wytrzymać. Na trasach wewnątrz archipelagu standardowo wliczony jest bagaż rejestrowany.

ATR 72-600 linii Binter Canarias

6. Hotele mają znacznie poobniżane ceny, nie wszystkie są otwarte. Można w atrakcyjnych cenach kupować zakwaterowanie w bardzo wysokim standardzie. Wyjątek stanowi Lanzarote, na którym znaczna część obiektów pozostaje zamknięta, a te które się otworzyły korzystają z monopolu, który się wytworzył. Zasadniczo ta wyspa najbardziej mnie rozczarowała, także ze względu na ogólne zachowanie miejscowych, którzy często traktowali turystów jak intruzów – doświadczyłem tego w biurze informacji turystycznej i jednej restauracji, w której kazano mi cały czas siedzieć w maseczce (chociaż nie ma takiego obowiązku, a usta i nos trzeba mieć zakryte jedynie podczas przemieszczania się po obiekcie). Na pytanie jak będę jadł, pani wzruszyła ramionami. Moja odpowiedź była prosta – wyszedłem.

Zamknięta restauracja w Arrecife na Lanzarote

7. Na miejscu jest bezpiecznie. Bardzo rygorystycznie przestrzegane są nakazy używania maseczek, odkażania rąk, trzymania dystansu społecznego (także na plażach). Trzeba się liczyć z pomiarami temperatury ciała w hotelach (niektóre robią to tylko przy zameldowaniu, inne każdorazowo przy wejściu).

Sala odbioru bagażu w Madrycie

8. Na Gran Canarii płatności w autobusach komunikacji publicznej można dokonać tylko kartą. Na pozostałych wyspach – także gotówką.

9. Gran Canaria i La Palma funkcjonują normalnie: otwarte są sklepy i restauracje, organizowane są wycieczki. Na Lanzarote znacząco obcięto funkcjonowanie komunikacji po wyspie.

Autobus w San Bartolome de Tirajana na Gran Canarii

10. Na lotniskach większość punktów usługowych (głównie restauracji oraz mniejszych sklepów), pozostaje zamknięta. Otwarte są wielkopowierzchniowe sklepy wolnocłowe.

Puste lotniska na La Palmie

11. Jest bardzo spokojnie. Parę dni temu rząd hiszpański zakazał działania dyskotek i pubów organizujących wydarzenia live. Restauracje mogą przyjmować gości tylko do północy, a zamykać się mają maksymalnie o 1 w nocy. Nie ma zatem co liczyć na zabawę i imprezy. Ale za to można zwiedzać w spokoju i bez tłumów. To bezwzględne atuty, a tak puste Wyspy Kanaryjskie i tak niskie ceny mogą się już potem długo nie zdarzyć.

Pusta główna ulica w Playa del Ingles

Please follow and like us:

Next Post

Previous Post

2 Comments

  1. Anna 17 sierpnia 2020

    Sama się tam wybieram niebawem. Mam nadzieję. że wszystko się uda i czekam na kolejne wskazówki!

  2. Viola z My British Journey 17 sierpnia 2020

    Ha a wszystko przez to, że w UK gdzie mieszkam nadal obowiązuje zasada kwarantanny na Kanary, myślę że przez to hotele są bardziej wyludnione bo Brytyjczycy lubią Kanary i czasami traktują je nawet nazbyt prywatnie. Byłam na Gran Canarii i Teneryfie, kocham Wyspy za ich wyjątkowość oraz miłych ludzi. Na pewno jeszcze tam się pojawimy, bo chcemy zwiedzić wszystkie Wyspy archipelagu. To, że jest bezpiecznie to dobra wiadomość, bo oznacza to, że problem nie jest bagatelizowany przez miejscowy rząd.
    Serdecznie pozdrawiam 😊

Leave a Reply

© 2020 Wloczykij-Vagabond

Theme by Anders Norén