Wloczykij-Vagabond

Miejsca znane i nieznane

Najdziwniejsza trasa LOT-u: z Szyman do Krakowa

Przyznam, że było to dla mnie zaskoczenie, kiedy LOT ogłosił połączenie z Krakowa do Szyman (Olsztyn-Mazury). Zastanawiałem się dla kogo jest ono adresowane i wygląda na to, że głównie dla ruchu turystycznego. Pomijając fakt, że ruch tego typu jest dość wrażliwy cenowo, to otwartym pozostaje pytanie jak wielkie potoki pasażerskie można uzyskać między tymi dwoma ośrodkami. No i w końcu – na ile jest to połączenie rentowne?

Na te wszystkie pytania każdy będzie mógł odpowiedzieć sam po lekturze niniejszego tekstu.

Zmienne decyzje

Połączenie między Krakowem a Olsztynem ogłoszono w grudniu 2018 r. Zainaugurowano je 25 kwietnia 2019 r. i pierwotnie miało być sezonowe. Obsługiwane było dwa razy w tygodniu – w czwartki i niedziele. Trasa cieszyła się ponoć sporym zainteresowaniem, więc jeszcze w trakcie ubiegłorocznych wakacji przedłużono jej funkcjonowanie do października (pierwotnie miała być w ofercie do końca września), by ostatecznie przekształcić ją w całoroczną.

W lutym br. okazało się, że przewoźnik od najbliższego sezonu letniego zmieni nieco rozkład i zamiast rejsów czwartkowych zaoferuje rejsy piątkowe. To wydawało się dobrym posunięciem i kolejnym potwierdzeniem na jaki ruch jest nastawione połączenie. Turyści zarówno chcący wybrać się na Mazury czy do Krakowa mogli wieczorem w piątek wylecieć i w niedzielę wieczorem wrócić.

Plany pokrzyżowała pandemia. Trasa nie została przywrócona w pierwszej fazie, ale ruszyła i tak stosunkowo szybko – bo już 20 czerwca br. i to z dodatkowymi rejsami. Nowy rozkład obejmował przeloty w poniedziałki, środy i piątki. Godziny były początkowo zmienne zależnie od dnia, ale od jesieni ustabilizowały się i rejsy wykonywane były zawsze wieczorami.

Wiele wskazywało na to, że z rozkładu już we wrześniu znikną loty we środy. Ostatecznie jednak utrzymano je na cały miesiąc i zostały wycofane dopiero od października. System rezerwacyjny wskazuje, że taka sytuacja będzie także zimą.

Dobre skomunikowanie z centrum Olsztyna

Lotnisko Olsztyn-Mazury z Olsztynem ma wspólną nazwę. Poza tym położone jest daleko od centrum miasta i bliżej mu do Szczytna. Zasadniczo mieści się we wsi Szymany. W początkowej fazie jego funkcjonowania dojazd tam był bardzo słabo zorganizowany (żeby nie powiedzieć koszmarny).

Obecnie, trzeba przyznać, że znacznie to poprawiono. Oprócz prywatnych busów, kursują pociągi, które bardzo dobrze zgrane są z rozkładem lotów. Dzięki temu wybierając się z Olsztyna do Krakowa, na głównej stacji w stolicy województwa warmińsko-mazurskiego o godz. 19:49 wsiadłem w pociąg do stacji Szymany-Lotnisko (tutejszy port lotniczy funkcjonuje pod tyloma nazwami, że trudno je zliczyć) i po nieco ponad godzinie jazdy stanąłem przed drzwiami terminala. Cena biletu normalnego za przejazd to 15,60 zł.

Pociąg do stacji Szymany-Lotnisko stojący przy peronie w Olsztynie Gł.

Czas jaki miałem między przyjazdem pociągu a odlotem samolotu był w zupełności wystarczający. Zdążyłem przejść procedury sanitarne, odprawę i kontrolę bezpieczeństwa (z legendarnym otwieraniem laptopa). Udało mi się nawet zjeść niewielką kolację w lokalnym Flying Bistro!

Trzeba w tym momencie dodać, że tak dogodne rozwiązania były dostępne tylko do końca września. W październiku z Olsztyna wyjazd przyspieszono o ponad 40 min. (odjazd zaplanowano na 19:06).

Pustki na pokładzie

Pokładnowanie rozpoczęło się punktualnie. Przeprowadzone zostało bardzo szybko. Trudno się dziwić – w podróż udało się 15 dorosłych osób i jedno dziecko. Do turbośmigłowego Bombardiera DASH Q400 przechodziliśmy po płycie lotniska.

Start nastąpił punktualnie. Niedługo po osiągnięciu wysokości przelotowej rozpoczął się serwis pokładowy. Najpierw rozdano chusteczki odkażające, co zgodne jest z obecnymi normami sanitarnymi.

W następnej kolejności załoga pokładowa rozpoczęła serwis przekąskowy. Otrzymaliśmy jagodziankę i butelkowaną wodę niegazowaną.

Po rozdaniu drożdżówek stewardessa jeszcze raz przeszła z poczęstunkiem po pokładzie. Tym razem oferowane były przekąski słone: do wyboru były orzeszki lub precelki.

Rejs potrwał niespełna godzinę. W Krakowie wylądowaliśmy w deszczu. Po zatrzymaniu się samolotu na płycie postojowej, musieliśmy przejść po płycie do autobusu. Przewieziono nas do terminala krakowskiego lotniska, a dalej pozostało tylko oczekiwanie na bagaż. Ten zjawił się na taśmie wyjątkowo szybko.

Podsumowanie

Połączenie z Olsztyna do Krakowa to delikatnie mówiąc dość oryginalna trasa. Bez wątpienia nastawiona jest na ruch turystyczny, ale – tak jak wcześniej pisałem – pasażerowie tego typu są „wrażliwi” cenowo. Oczywiście, ceny są wyjątkowo przystępne: z dnia na dzień można kupić bilet za niecałe 200 zł, a na kolejne rejsy (np. za 5 dni) – za niecałe 100 zł w jedną stronę. Dodatkowo trasa ta wyjątkowo często pojawia się w ofertach promocyjnych z cyklu „Szalona Środa”.

Zdecydowaną wartością jest czas, w jakim można dostać się z Olsztyna do Krakowa i mówimy tutaj o przejeździe z centrum do centrum. Używając pociągu i samolotu w dojazdach w obu miastach jesteśmy w stanie to zrobić w niespełna 5 godzin (chociaż mnie się to udało nawet szybciej – w 4 godziny). Najszybsze połączenie kolejowe zajmie 5 godz. 46 min. (z przesiadką) i kosztuje z dnia na dzień ok. 90 zł w drugiej klasie. Średnio jednak przejazd koleją zajmuje ok. 7 godzin i kosztuje 77 zł.

Wadą połącznia jest jednak jego rozkład. Nie do końca pasuje on pod ruch turystyczny. Późny przylot do Szyman gwarantuje dobry dojazd komunikacją zbiorową w zasadzie tylko do Szczytna i do stolicy województwa. Osoby chcące dostać się nad mazurskie jeziora muszą wypożyczyć samochód, liczyć na zorganizowany dojazd do hotelu lub czekać do następnego dnia. Dla ruchu turystycznego także rejs poniedziałkowy jest zdecydowanie nie do przyjęcia, wymusza bowiem wzięcie jednodniowego urlopu.

Rozkład lotów jest także niekorzystny z punktu widzenia potencjalnych przesiadek w Krakowie. Przed pandemią można się było bowiem pokusić o zasilenie bezpośrednich tras LOT-u z Małopolski np. do Bukaresztu, Budapesztu czy Chicago, ostatecznie nawet do Warszawy. Przy takich godzinach (ostatnia fala lotów w ciągu dnia), jest to niemożliwe.

Ciekawostką jest, że przelot nie został mi zaliczony do programu Miles and More. Nie stało się to automatycznie, więc postanowiłem zrobić to przez formularz reklamacyjny. W aplikacji M&M nie mogłem znaleźć lotniska Olsztyn-Mazury, więc trzeba było zrobić to przez stronę internetową – tam na szczęście udało się odnaleźć olsztyński port poprzez jego skrót IATA (SZY). Wyświetla się wtedy w spisie jako… Szymany. Po kilku dniach przyszła odpowiedź, że bilet nie uprawnia do naliczenia. Dopiero po interwencji bezpośrednio w LOT, okazało się, że w systemie był błąd i ostatecznie dostałem należne mile.

Sam serwis na pokładzie oraz przed podróżą wyglądał bardzo poprawnie i był typowy dla LOT-u. Nie mam tutaj żadnych zastrzeżeń.

Czy jednak warto utrzymywać trasę, którą lata 16 osób w jedną stronę? Mimo nawet niezłej organizacji logistycznej (jak dojazd do odległego lotniska w Szymanach), dużej reklamy w Olsztynie, niskich cen, widać, że samoloty zapełnić jest bardzo trudno. Może kilka poprawek, o których wspominałem wyżej, podniosłoby liczby przewożonych pasażerów. Nie wróżę jednak temu połączeniu świetlanej przyszłości – zwłaszcza, że wkraczamy w okres zimowy, kiedy popyt na loty maleje, a dodatkowo postępująca pandemia jeszcze bardziej zmniejsza potrzeby mobilności. Dlatego, jeśli zależy komuś na zaliczeniu najdziwniejszej trasy w Polsce, to warto się chyba pośpieszyć.

Please follow and like us:

Next Post

Previous Post

Leave a Reply

© 2020 Wloczykij-Vagabond

Theme by Anders Norén