Wloczykij-Vagabond

Miejsca znane i nieznane

Lufthansą z Gran Canarii do Polski z pandemicznym serwisem

O podróży Lufthansą w pandemii już raz niedawno pisałem. Wtedy też relacjonowałem swoją podróż do Madrytu, która miała miejsce się w sierpniu 2020 r., po pierwszej fali pandemii. Dzisiaj zapraszam do lektury relacji z podróży w lutym br., kiedy obowiązywały już inne zasady i inny serwis. Podróż odbywała się na trasie z Gran Canarii przez Frankfurt do Warszawy. Oczywiście teraz pojawiły się kolejne zmiany. Niemniej, pewien zestaw regulacji pozostał niezmieniony.

Na lotnisku

Na lotnisku na Gran Canarii stawiłem się ok. dwóch godzin przed planowanym odlotem. Okazało się, że już ustawiają się dość długie kolejki do stanowisk – kończono odprawę wcześniejszego rejsu do Monachium. Dodatkowo, dokładnie dzień przed wylotem, Niemcy wprowadziły nowe zasady wjazdu do kraju, o czym nie wszyscy pasażerowie wiedzieli. Dlatego wielu z nich na ostatnią chwilę rejestrowało swój przylot w systemie. Nie dotyczyło to pasażerów transferowych, którzy nie opuszczali lotniska przesiadkowego.

Ustawiłem się do kolejki dla wyższych klas podróżnych. Skorzystałem tym samym z przywileju, jaki daje mi posiadanie kardy Frequent Flyer. Było to dość wygodne, bo udało mi się procedury przejść szybciej. Tutaj spotkała mnie jednak pewna nieprzyjemna scysja z jegomościem stojącym za mną, który ciągle uderzał mnie w łydki wózkiem z bagażami. Kiedy zwróciłem mu uwagę, aby nie podjeżdżał tak blisko, trzymał dystans i uważał, bo mnie ciągle popycha, usłyszałem, że jestem nienormalny… Cóż – wszędzie można spotkać dziwne persony…

Podczas odprawy nie sprawdzano mi żadnych dokumentów medycznych. Przy przesiadkach nie były one wtedy wymagane (zdaje się jednak, że obecnie uległo to zmianie – Niemcy wymagają wyniku testu od wszystkich podróżujących samolotem). Także w Polsce nie było wtedy obowiązku posiadania negatywnego wyniku testu przy przekroczeniu granicy. Oczywiście badanie zrobiłem przed wylotem, co było niezbędne aby uniknąć kwarantanny. Teraz wprowadzono jeszcze ciekawsze i wygodniejsze rozwiązanie – test można zrobić w ciągu 48 godzin od przybycia do kraju. Wiele polskich lotnisk już wprowadziło taką usługę, która wykonywana jest jeszcze przed kontrolą Straży Granicznej.

Przed podróżą dostałem kilkakrotnie informacje o aktualnych obostrzeniach wjazdowych do Niemiec, a także o obowiązku noszenia określonych typów masek (chirurgiczna, FFP2 lub FFP3 bez zaworku, KN95). Było to skrupulatnie sprawdzane przed wejściem na pokład. Pasażerowie, którzy nie byli na to przygotowani byli kierowani do sklepu lotniskowego, gdzie mogli kupić osłonę ust i nosa w wymaganym typie. Ja korzystałem z maski KN95. Bardzo dobrze przylega do twarzy, oddycha się przez nią całkiem swobodnie. Jej jedyną wadą są jedynie mocno obciskające uszy gumki.

Do samolotu wpuszczani byliśmy zgodnie z numeracją grup na karcie. Niestety, był to jedyny moment, kiedy pasażerom bardzo trudno było utrzymać dystans i mimo próśb obsługi wiele osób gromadziło się się przy bramce.

W samolocie

Samolotem jakim odbyłem podróż z Gran Canarii do Frankfurtu był airbus A320neo o znakach rejestracyjnych D-AIJB. Do Lufthansy został on dostarczony zaledwie we wrześniu 2020 r. Na pokładzie mogło jednocześnie znaleźć się 180 pasażerów. Tego dnia wypełnienie wyniosło ok. 75 proc.

Przednia część maszyny została przeznaczona dla pasażerów klasy biznes. Obowiązkowo środkowe miejsce było tam wolne. Sam także zastanawiałem się nad upgradem za mile lub nawet za dopłatą. Niestety to pierwsze rozwiązanie okazało się niedostępne, a drugie – było niezwykle kosztowne. Jak się potem okazało wynikało to z całkowitego wypełnienia tej części kabiny.

Przy wejściu do samolotu każdy otrzymywał chusteczkę do dezynfekcji rąk.

Zająłem miejsce po prawej stronie w rzędzie 7 przy oknie. Miejsce obok siebie miałem wolne, od strony przejścia – było zajęte.

Fotele w samolocie były wygodne, a oparcia nieznacznie się odchylały do tyłu. Pod poprzedzającym siedzeniem umocowano gniazdko z portami USB.

Podczas ponad 4-godzinnego rejsu serwowano zimną większą przekąskę. Był to wrap z serami i szpinakiem. Posiłek ten był skromniejszy niż przed pandemią (wcześniej podczas lotów dłuższych niż 3 godziny podawano danie ciepłe), ale smaczny. Do tego wszyscy otrzymali butelkowaną wodę niegazowaną.

Po ok. 3 godzinach podróży zostaliśmy poczęstowani batonikami musli w czekoladzie mlecznej. W każdej chwili każdy pasażer mógł także poprosić o dodatkową butelkę wody.

Przesiadka we Frankfurcie

Samolot we Frankfurcie opuszczaliśmy zgodnie z wyczytywanymi rzędami. Trochę to wydłużało procedurę, ale po opuszczeniu pokładu każdego podróżnego kontrolowała policja. Sprawdzane były dokumenty podróżne (w przypadku transferów) oraz testy i kody QR w przypadku osób, których Niemcy były celem podróży. Weryfikacja była dość skrupulatna.

Po wejściu na terminal, okazało się, że samolot do Warszawy odleci z tego samego gate’u, do którego podjechała maszyna, jaką przyleciałem z Gran Canarii. W praktyce oznaczało to, że rejs do Polski obsłuży także airbus A320neo o znakach D-AIJB.

Mimo to, miałem jeszcze sporo czasu. Postanowiłem udać się zatem do poczekalni biznesowej. Standardowo przyjmujący pasażerów Business Lougne był zamknięty, dlatego wszystkich kierowano do położonego nieco dalej saloniku, który zwykle przeznaczony był dla podróżnych z najwyższymi statutami. Tam można było tylko odpocząć lub popracować przy wydzielonych stanowiskach. Bardzo zwracano uwagę na to ile aktualnie przebywa osób we wnętrzu oraz czy zachowywane są odległości między gośćmi. Część miejsc siedzących była wyłączona z użytkowania.

Nie można było także skorzystać z bufetu. Wyłączone zostały także ekspresy do kawy. We wnętrzu obowiązywał zakaz spożywania jedzenia i picia, a jedzenie i napoje można było dostać tylko przy wyjściu. W skromnym menu znalazły się owoce (banany i jabłka), kanapki w wersji mięsnej i wegetariańskiej, woda oraz gorące napoje. Pocieszające w tym wszystkim było to, że serwowano cokolwiek. Zupełnie inaczej niż saloniku biznesowym LOT-u na Lotnisku Chopina w Warszawie, gdzie przez bardzo długi czas nie można było dostać nic. Bez problemu można było za to wnieść jedzenie kupione w terminalu… Obecnie na szczęście uległo to zmianie i przy wyjściu poprosić o lunch-pack.

W Warszawie

Rejs do Warszawy, jak napisałem wcześniej, odbył się na pokładzie tej samej maszyny, którą przyleciałem z Gran Canarii do Frankfurtu. Podczas postoju pokład został posprzątany. Zresztą, ze względu na wiek samolotu wszystko wyglądało bardzo dobrze: było czysto i schludnie. Tym razem zająłem fotel w środkowej części kabiny, po lewej stronie, ja zwykle – przy oknie.

Do Polski podróżowało bardzo wielu pasażerów. Zajętych było ok. 90 proc. miejsc.

W trakcie trwającego ok. 90 min lotu zaserwowano jedynie wodę niegazowaną w butelce. Oczywiście spieszę wyjaśnić, że podczas całego rejsu trzeba nosić maseczki. Zdjąć można je jedynie podczas jedzenia lub picia. Obsługa bardzo surowo zwracała na to uwagę.

W trakcie rejsu stewardzi i stewardessy rozdali także specjalne formularze lokalizacyjne, do których gromadzenia, a następnie przekazania polskim organom sanitarnym zobowiązany był każdy przewoźnik międzynarodowy. Każdy pasażer musiał wypełnić deklarację o stanie zdrowia, a także podać swoje dane kontaktowe i osobowe. Oczywiście przy prawie 150 osobach na pokładzie nikt nie był w stanie skontrolować czy oddano wszystkie formularze. Nikt nie kontrolował także prawidłowości wpisywanych danych. Wszystkie dokumenty trafiały do jednej skrzynki…

Po przylocie do Warszawy samolot opuszczaliśmy przez rękaw. Wychodzenie odbywało się zgodnie z systemem znanym z Frankfurtu: obsługa wywoływała poszczególne rzędy. Wszyscy pozostali musieli pozostawać na swoich miejscach. Niestety nawyki niektórych ciężko było przezwyciężyć i mimo próśb załogi wiele osób zrywało się z foteli na długo nim ich o to poproszono.

Po opuszczeniu samolotu oczekiwałem, że będę poddany kontroli medycznej. Nic takiego się nie stało. Dopiero drugiej doby po przylocie do kraju odezwała się automatyczna kwarantanna, którą Sanepid zdjął po przesłaniu dokumentów potwierdzających podróż i negatywnego wyniku testu antygenowego, który wykonałem na 48 godzin przed przylotem do kraju.

Please follow and like us:

Next Post

Previous Post

2 Comments

  1. Agatkowa 31 marca 2021

    W tą sobotę lecę na Gran Canarie przez Munich, mam tam bardzo długi postój. Ciekawe jak to wygląda w tamtą stronę. Z tym, że ja jestem rezydentem Wysp Kanaryjskich.

    • Mirosław Pachowicz 31 marca 2021 — Post Author

      Obecnie LH obciął jeszcze bardziej serwis. W Monachium – podobnie jak we Frankfurcie powinny być otwarte jakieś kawiarnie/bary, chociaż nie można jeść przy stolikach, trzeba wziąć ze sobą i szukać miejsca gdzie na ławeczkach przy gate’ach. A cała reszta – no cóż, wynik testu przy podróży z Polski przez Niemcy i do Hiszpanii też trzeba mieć.

Leave a Reply

© 2021 Wloczykij-Vagabond

Theme by Anders Norén