Wloczykij-Vagabond

Miejsca znane i nieznane

Dziwne miasto Mandalaj

Nazwa tego miasta kojarzy się przede wszystkim z piosenką Franka Sinatry, a co bardziej obeznani w popie skojarzą ją też z Robbiem Williamsem. Obaj panowie śpiewali o drodze do Mandalaj. Dlatego kroki wielu podróżników prowadzą właśnie tutaj. Jednak wielu się tutaj rozczaruje. Dla mnie jest w tym mieście coś niedorzecznego, coś nienamacalnie sprzecznego. Jakieś elementy tutaj nie pasują na poziomie niuansów, gdzieś podskórnie wyziera absurd.

Sny i legendy

Położenie miasta jest dość charakterystyczne. Ciągnie się ono na prawym brzegu rzeki Irawadi niemal dokładnie w osi północ-południe. Północne krańce wyznaczone są przez Wzgórze Mandalaj – dalej nie ma już praktycznie nic.

Tutaj zaczyna się pierwsza legenda o tym miejscu. 2,5 tys. lat temu, Budda w jednej ze swych inkarnacji pojawił się w tym miejscu i przepowiedział nadejście wielkiego króla oraz powstanie wielkiego miasta. Ale to nie wszystko. Na swojej drodze spotkał ogrzycę imieniem San Dha Mukhi, która złożyła mu w ofierze swoje piersi. Ten, będąc pod wrażeniem jej czynu zapewnił, że w kolejnym wcieleniu odrodzi się jako władca tego miejsca – Mindon.

Nim jednak nastała epoka Mindona, w miejscu gdzie teraz jest Mandalaj, inny władca – Hsinbyushin (a był to wiek XVIII) osiedlał tutaj jeńców pojmanych podczas podboju królestwa Tajów. Co ciekawe, jeńcy – ale innych wojen – pozostawią w mieście swoje ślady jeszcze kilkakrotnie.

Okres panowania Mindona rozpoczął się w 1857 r. Ośrodek wybudowano wtedy niemal od podstaw. Stał się także nową stolicą państwa birmańskiego, ale przede wszystkim powstał wielki pałac królewski. Niestety władca nie miał szczęścia i długo nie cieszył się swoją siedzibą. W niespełna 30 lat od wejścia na tron, królestwo upada i rozpoczyna się półwieczny okres panowania brytyjskiego. Koloniści nie mają litości i przepiękne włości króla Mindona częściowo burzą, a częściowo demolują lub przekształcają na potrzeby administracji gubernatorskiej.

Jednak największe szkody przynosi II wojna światowa. Niemal w ostatnich jej dniach to, co zostało z pałacu ulega pożarowi, a ogrodzony teren, który stanowił ufortyfikowany kwadrat 2 km na 2 km zostaje przekształcony w bazę wojskową, istniejącą tutaj do dziś.

Lata ’90, wtedy kiedy zaczyna się odbudowa Baganu, to także pomysł na odbudowę pałacu królewskiego. Tak się stało, a drewniane budynki, które miały przypominać (to chyba najwłaściwsze słowo – przypominać – bo z historycznymi realiami to ma raczej niewiele wspólnego) postawione zostały rękami jeńców politycznych.

Opowieść szkatułkowa

Czy wiecie co to jest opowieść szkatułkowa? Upraszczając, to taka konstrukcja, w której fabuła składa się z jądra (wątku nadrzędnego), który obudowany jest wątkami pobocznymi, które prowadzą „w dół” struktury formalnej. Czyli to tak, jakby wokół małego punktu rysować kolejne, coraz szersze kręgi.

Z tym kojarzy mi się Mandalaj. W środku jest pałac. W samym pałacu też jest jeszcze kilka mikrostruktur: są pięknie utrzymane budynki, jak np. wieża strażnicza, na którą można się wspiąć po mocno zdezelowanych drewnianych schodach. Stąd roztacza się widok na całą „powieść”. Obok dobrze utrzymanych budynków wiele popada w ruinę. Przy najbardziej oddalonych od centralnego wejścia spotkać można sprzedawców słodyczy i napojów. W niektórych budynkach urządzono coś na kształt muzeum-skansenu: starano się odwzorować sale królewskie itp. Wszystko to rozwija się na tle nienagannie przystrzyżonych trawników, wiecznie zielonych drzew i kolorowych kwiatów.

Poziom niżej wyznaczają mury i fosa. Teren ten to kwadrat o boku 2 km. W środku miasta. Mury zapewne były pobielone, ale tutejszy klimat zrobił swoje – i teraz są bardziej szare, pełne nacieków. Na rogach stoją duże wieże strażnicze, kilka mniejszych pobudowano na każdej długości boku. Do wnętrza prowadzą cztery wejścia – z każdej strony świata. Dla turystów wejście jest tylko od wschodu. Trzeba zostawić dowód lub paszport, wpisać się do księgi gości. Otrzymujemy identyfikator-przepustkę, którą należy mieć w widocznym miejscu.

Krąg otaczający pałac-jądro – to rozbudowana baza wojskowa. Składają się na nią koszary i osiedla, w których mieszkają rodziny żołnierzy. Nie wolno tutaj robić zdjęć, nie wolno schodzić z głównego traktu, ale to co się widzi w zupełności wystarczy. Sprawia to bardzo osobliwe i niecodzienne wrażenie.

Kolejna warstwa miasta, to wszystko to co jest od rogatek (tak, tak – tutaj są rogatki i widać, że kiedyś były tutaj posterunki służb – obecnie już nikt nie kontroluje wjeżdżających i wyjeżdżających, ale zapewne tak było jeszcze nie tak dawno temu). Mandalaj ma bardzo charakterystyczny układ ulic, które układają się w szachownicę: ulice przebiegają prawie idealnie w dwóch osiach: północ-południe (oznaczone numerami) i wschód-zachód (oznaczone nazwami). Całość zamykają trzy obwodnice i rzeka. Zasadnicze życie handlowo-usługowe toczy się w zachodniej części miasta: tam jest gwarnie, rubasznie, tłoczno. Im bardziej na wschód – tym większa sypialnia.

Ostatni krąg, to wybetonowane przedmieścia i oddalone o 30 km od centrum lotnisko. Wydaje się zupełnie oderwane i jakby z innej bajki. Kiedy tam byłem, w trakcie odprawy na lot do Bangkoku, nagle zgasło światło. Sytuacja trochę osobliwa, bo obsługa jakby nigdy nic dalej pracowała, a tylko zagraniczni pasażerowie ukradkiem zerkali na siebie.

Wzgórze Mandalaj

To jedno z ciekawszych miejsc w mieście. Nieoczekiwanie zupełnie odcina się od całości narracji, przez swój spokojny klimat. Warto się tam wybrać pieszo – obejście całego obiektu zajmie nawet 3 godzin. Potem pozwiedzać można jeszcze dwie świątynie u podnóża góry. Ale o tym później.

Aby wejść na szczyt należy znaleźć główną bramę (od ulicy 10-tej). Wpierw przejdziemy pasażem, w którym rozstawili się handlarze. Zasadniczo zaraz po wejściu trzeba zdjąć buty. Odtąd na terenie całego kompleksu chodzi się boso (i trzeba to robić ostrożnie bo mieszkające tutaj zwierzęta średnio przejmują się ludźmi i załatwiają gdzie popadnie).

Ścieżki na wzgórzu oznaczone są raczej dość słabo i generalnie troszkę się tutaj błądzi. Można jednak powoli obejść wszystko. Wśród kilku pagód, które zostały tutaj zbudowane, jedna z najważniejszych to Byardeikpaye Pagoda, gdzie stoi olbrzymi posąg Buddy, który – zgodnie z legendą – wskazuje palcem na pałac królewski.

Na samym szczycie wzgórza znajduje się najczęstszy cel wycieczek i pielgrzymek – Su Taung Pyae Pagoda. To jedyne miejsce, do które można wjechać windą z parkingu poniżej świątyni. Sama w sobie jest dość spektakularna: piękne błyszczące, marmurowe podłogi, barwne i połyskujące mozaiki. Można spotkać przechadzające się koty i masę figurek przedstawiających Naty.

Nieco poniżej głównej świątyni znajduje się intrygująca Mgon Minn Stupa, w której całe sklepienie pokrywają inskrypcje i intencje wypisane na zamówienie fundatorów.

Ze wzgórza rozciąga się przepiękny widok na miasto.

U podnóża góry Mandalaj warto odwiedzić przynajmniej dwie ciekawe świątynie. Kuthodaw Paya i Sanda Muni Paya słyną z tego, że znajduje się w nich największa książka na świecie. Składają się na nie marmurowe płyty, na których wymalowano nauki Buddy. W pierwszej z wymienionych znajdziemy 729 takich „stronic” – z polecenia króla Mindona spisano na tzw. „Tipitakę”. W drugiej świątyni płyt jest o ponad 1000 więcej (1774), tam z kolei znajduje się komentarz do nauk. Kiedy odbył się 5. synod buddyjski, zwołany – a jakże – przez samego fundatora tego miejsca, 2,4 tys. mnichów na zmianę odczytywało dzień i noc wyryte zapisy. Podobno trwało to pół roku.

Czy warto odwiedzić Mandalaj?

Zapewne wielu z Czytelników zastanawia się, czy warto aby droga zaprowadziła ich do Mandalaju. I, mimo może dość osobliwej i umiarkowanie przychylnej recenzji tego miejsca, uważam, że warto. Nie ma co się zatrzymywać na dłużej, ale 2 dni powinny być spędzone całkiem ciekawie. Ja byłem w zasadzie półtorej doby i zabrakło mi czasu aby pójść na targ jadeitu czy pojechać na znane z niezwykłego tekowego mostu przedmieścia Amayabuya. Ale czasem warto zostawić sobie coś, co przyciągnie nas następnym razem.

***

Informacje praktyczne na temat Mandalaju znajdziecie niebawem w osobnym wpisie.

Please follow and like us:

Next Post

Previous Post

Leave a Reply

© 2020 Wloczykij-Vagabond

Theme by Anders Norén