Przejazd z Fox Glacier do Queenstown jest atrakcją samą w sobie. Wiedzie głównie drogą krajowa nr 6 przez magiczne tereny: początkowo wybrzeże, by potem odejść w głąb lądu i zahaczyć o malownicze jeziora. Z kolei ostatni odcinek – od Wanaka do Arrowtown – jest niezwykle emocjonujący, z ostrą serpentyną i zapierającymi dech w piersi widokami. Trasa ma też niezwykłą historię, naznaczoną wierzeniami Maorysów i przygodami eksplorujących nowe tereny Europejczyków.

Punkt zejścia
Droga nr 6 biegnie przez South Island od Blenheim na północy, aż po Invercargill na południu. Łącznie liczy 1162 km długości. W dużej mierze ciągnie się jeszcze szlakami, które Maorysi używali do przeprawiania się między wybrzeżami. Osadnicy europejscy długo nie kwapili się jednak ze stworzeniem sprawnej przeprawy – szlak wiódł bowiem przez trudne tereny. Dopiero w latach ’50 XX w., w odpowiedzi na rosnące potrzeby gospodarki, zadecydowano przeprowadzić trakt przez przełęcz Haast. Budowa ruszyła jednocześnie z dwóch stron, a praca była bardzo ciężka. Robotnicy musieli zmagać się z silnymi opadami deszczu i znacznym oddaleniem od większych osad ludzkich. W efekcie powstawały obozy, po których pozostałości można znaleźć i dzisiaj. Spotkanie ekip nastąpiło w Knights Point, a fakt ten upamiętnia obelisk.

Oficjalne otwarcie drogi nastąpiło 6 listopada 1965 r. Ostatni odcinek – zaledwie 130 metrów przez głęboki jar – zajął budowniczym prawie 11 miesięcy: od stycznia do dnia otwarcia obie ekipy pracowały już w zasięgu swojego wzroku. Ich aprowizacji dokonywano drogą morską. Sama nazwa miejsca wzięła się z kolei od psa, który należał do geodety pracującego przy projekcie – Normana McGeorge’a.
Przy obelisku jest parking, można się tutaj zatrzymać. Rozciąga się stąd piękny widok na Arnott Point. Często wylegują się tutaj uchatki, a czasem także słonie morskie. Niestety akurat w dniu, kiedy tam byłem nie spotkałem żadnych z tych zwierząt.

Linie wydm
Nieco bardziej na południe od Knights Point dociera się do ujścia niewielkiej Ship Creek do Morza Tasmana. Maoryska nazwa tego strumienia – Tauparikākā – oznacza dosłownie „papugi idące rzędem”. Strumień wypływa z lasu bagiennego kahikatea i ma 11 km długości. Przepływa przez niezwykle ciekawe tereny, dlatego warto przejść się wyznaczonym tutaj szlakiem. Jego nazwa angielska wzięła się z odnalezionych w tym miejscu szczątków statku, który po gruntownych badaniach zidentyfikowano jako SS Schomberg. Wyruszył on z Liverpoolu i podążał do Melbourne, ale rozbił się 27 grudnia 1855 r.

Ciekawa jest geologiczna historia tej okolicy. To w rzeczywistości 6 rzędów wydm ułożonych południkowo, wzdłuż wybrzeża. Rzeki spływające w tym regionie z Alp Południowych niosą dużo materiału, który dodatkowo w wyniku dryfu morskiego znoszony jest w kierunku brzegu. Na to nakłada się duża aktywność sejsmiczna, która prowadzi do wypiętrzania nanosów, które natychmiast porastają rodzimym lasem.

Pętla szlaku – wiodąca po platformach – ma 1 km długości. Można zejść na plażę i obserwować morze. Na południowym zachodzie, przy dobrej pogodzie można dostrzec Jackson Haed. Z drugiej strony – ciekawe ukształtowania ujścia rzeki.

Z platformy widokowej z kolei można zobaczyć jezioro wydmowe Mataketake. Na całym obszarze utworzono w 2014 r. rezerwat Tauparikākā.

Bezludne plaże i upamiętnienie Juliusa von Haasta
U ujścia rzeki Haast do Morza Tasmana położona jest niewielka osada o tej samej nazwie. Wzięła się on od nazwiska Juliusa von Haasta urodzonego w Bonn. Był to geolog i pierwszy Europejczyk, który w 1863 r. zbadał, opisał i zmapował okoliczne tereny. Co ciekawe przełęcz Haasta i ujście rzeki najpewniej obeszli już wcześniej górnicy, którzy pojawili się tutaj podczas gorączki złota (m.in. Charles Cameron).

Na terenie dzisiejszej osady znajdowało się też maoryskie osiedle zwane Ōkahu. Także i rdzenni mieszkańcy zajmowali się tutaj wydobyciem. Poszukiwali oni jednak innego materiału, a dokładnie kamienia zwanego pounamu. To twardy nefryt oraz bezonit, który często barwi się intensywnie zielono lub mlecznobiało. Służył on do produkcji biżuterii, broni i narzędzi. Obszar ten był na tyle ważny i bogaty, że miejscowe plemiona jeszcze na początku XIX wieku silnie o niego walczyły.

W okresie budowy drogi nr 6 znajdował się tutaj jeden z obozów dla budowlańców. Dzisiaj to spokojna, cicha i luźno zabudowana osada, ciągnąca się wzdłuż morskiego brzegu. Piękna niemal biała plaża ciągnie się tutaj kilometrami. W okolicy mieszka także jeden z najrzadszych podgatunków kiwi.

Wzdłuż rzeki Haast
Rzeka Haast (po maorysku Awarua) ma długość ok. 100 km. Wpada do Morza Tasmana. Ciągnie się przez górskie tereny, a zasilana jest wodą z lodowców i obfitych w tym regionie deszczów (opady wynoszą rocznie między 2000 a 8000 mm, dla porównania dla Warszawy to 55o mm). Ponieważ dolina rzeczna otoczona jest stromymi górami, przeprowadzenie drogi było tutaj bardzo trudne. Mimo to, wije się ona dość łagodnie przez długi czas niema równolegle do koryta. W kilku miejscach warto się zatrzymać.

Jednym z ciekawszych i bardziej malowniczych ukształtowań, jakie spotkamy na trasie jest wodospad Roaring Billy (tł. Ryczący Billy). Sama kaskada pokonuje 30 metrów wysokości bezwzględnej, ale rozciągnięta jest na odcinku 80 m. Okolicę porasta wiecznie zielony las, który rośnie na bardzo żyznych terenach aluwialnych (nanosowych).

Nieco dalej warto zatrzymać się na punkcie widokowym na rzekę i przełęcz Haasta (z maoryskiego Tioripatea). Miejsce już przez Maorysów w czasach przedeuropejskich wykorzystywane było do przejścia między zachodnim a wschodnim wybrzeżem Wyspy Południowej. Sama przełęcz znajduje się na wysokości 562 m npm. i jest najniższą z tych, które przecinają Alpy Południowe.

Z punktu widokowego blisko jest do wodospadu Fantail. Nazwa wzięła się od występującego tutaj ptaka zwanego wachlarzówką, bowiem kaskada przypomina właśnie ogon tego zwierzęcia. Do końca lat ’30 XX w. u podnóża wodospadu znajdowała się elektrownia wodna, która służyła m.in. zasilaniu obozu budowniczych drogi nr 6. Wiedzie tutaj krótki szlak, biegnący w pierwotnym lesie buka srebrzystego.

Dwa jeziora
Po minięciu osady Makarora, droga nr 6 zrównuje się ze wschodnim brzegiem jeziora Wānaka. Ten akwen jest 4. pod względem wielkości jeziorem Nowej Zelandii. Znajduje się na wysokości 300 m n.p.m., a jego głębokość sięga nawet 311 m. Dolina zbiornika ma kształt litery U i powstała przez erozję lodowcową całkiem niedawno, bo zaledwie 10 tys. lat temu. Zasilają go rzeki Matukituki i Makarora. W najszerszym punkcie na osi północ-południe ma 42 km.

Nazwę z maoryskiego tłumaczy się jako „wiedza tohunga lub kapłana”. To oznacza, że przez wieki rdzenni mieszkańcy traktowali jezioro jako ważne i święte miejsce, gdzie pobierano nauki. Stanowiło ono także ważny punkt na mapie przepraw między wschodnim a zachodnim wybrzeżem Wyspy Południowej, a okolicę porastały trzciny wykorzystywane do produkcji małych łodzi zwanych mōkihi, które właśnie do tego służyły. Co ciekawe, obszar otaczający jezioro zamieszkiwała populacja ptaków moa, które przybyli do Nowej Zelandii Maorysi w wieku XIII i XIV wytępili, bo traktowali je jako pożywienie. Początek osadnictwa europejskiego datuje się tutaj z kolei na rok 1861. Wtedy przybyli pierwsi pasterze, którzy stworzyli pastwiska dla owiec.

W 1973 r. akwen objęto specjalnym aktem prawnym, który ustanowił go specjalnym rezerwatem. W toni wodnej żyją liczne gatunki endemiczne, ale także i inwazyjna moczarka kędzierzawa (Lagarosiphon major) z Afryki Południowej. Jezioro zagrało we Władcy pierścieni, Hobbicie i Pułapce czasu. Zdobywa ono także popularność jako… miejsce schronienia bogaczy w razie kataklizmu. Wyraża się to zakupami ziemi w bezpośrednim sąsiedztwie Wānaki.
Przez małe przewężenie zw. The Neck (Szyja) sięgające ok. 1 km droga krajowa nr 6 przechodzi na zachodni brzeg drugiego jeziora – Hāwea. Jest ono mniejsze od opisanego powyżej (6. miejsce w krajowym rankingu i 151 km2 powierzchni, chociaż ma większą głębokość – do 348 m).

Nazwa została nadana na cześć plemienia maoryskiego, które mieszkało tutaj przed nadejściem ludu Waitaha. Jezioro służy dzisiaj m.in. do produkcji energii na zaporze Roxburgh. Zasila je rzeka Hunter.

Emocjonująca serpentyna przez Crown Range
Ostatnim etapem przejazdu do Queenstown jest pokonanie pasma górskiego Crown Range. Obszar ten był szczególnie zaludniony w okresie gorączki złota w Otago w latach ’60 XIX w. Później – popularność zaczęła spadać, aż ponownie w XX w. region stał się popularnym celem dla sportów zimowych.
Od miasta Wanaka droga nr 6 odbija nieco na wschód, a do Queenstown można dostać się trasą niższej kategorii, ale krótszą i wiodącą przez znany kurort narciarski Cardrona. Dawniej miała ona numer 89. Co ważne, zimą bywa zamykana, ze względu na ostatni bardzo trudny i kręty odcinek, który opada ostro w dół od Crown Range Summit aż do Arrow Junction, gdzie łączy się znów z główną, wspominaną wyżej trasę.

Przejazd serpentyną to duże emocje, ale i piękne widoki. Warto mieć trochę wprawy w prowadzeniu samochodu zwłaszcza w ruchu lewostronnym. Trzeba bowiem pokonać kilka bardzo ostrych zakrętów i tzw. agrafek, na których po deszczu bywa bardzo ślisko. W takich miejscach dyktowana znakami prędkość nie powinna być wyższa niż 15 km/h.

Na trasie znajduje się kilka punktów widokowych. Są tam przygotowane zatoki, gdzie można się zatrzymać i podziwiać niesamowite widoki. Szczególnie dobrze dostrzegalne jest stąd lotnisko w Queenstown, a lądujące tutaj samoloty wykonują ciekawe zwroty między wysokimi wzgórzami.

Po zjechaniu do skrzyżowania w Arrow pozostaje już krótka droga do centrum miasta. Tam wielu podróżników (także i ja) kończy swoją eksplorację okolic. Dla mnie dodatkowo był to także koniec całej nowozelandzkie przygody. Dobrze, że pogoda dopisała i te ostatnie chwile w Kraju Długiej Białej Chmury mogłem spędzać w słońcu i fantastycznej widoczności na ciągnące się po horyzont niesamowite krajobrazy.

Przeczytaj także:
- potrzebujesz praktycznych wskazówek po opisanych miejscach? Zajrzyj koniecznie tutaj!
- szukasz noclegu w Fox Glacier? Ja przetestowałem i opisałem Sunset Motel Fox Glacier;
- do Queenstown dostałem się linią Air New Zealand. Możesz przeczytać jak wyglądał ten rejs;
- aby wjechać do Nowej Zelandii trzeba się zarejestrować w specjalnym systemie i opłacić podatek turystyczny. Opisałem cały proces krok po kroku;
- chcesz wypożyczyć auto w Queenstown? Ja korzystałem z usług Snap Car.
Tomek 14 sierpnia 2026
Przy odcinku doliną Haast warto pamiętać o tych opadach rzędu 2000–8000 mm rocznie, bo w kamperze oznacza to słabe ładowanie z paneli i dużo wilgoci w instalacji. Przed wyjazdem z Fox Glacier sprawdziłbym też hamulce i poziom paliwa, bo postoje serwisowe na SH6 są dość ograniczone.